- Ja... Ja nie wiem... Jak... Jak to trafiło do mediów?! O matko, przecież nikt poza wami nie wiedział, że byłam z Rikerem! - krzykneła zapłakana Laura.
- Hej, spokojnie... Nie myśl o tym... - powiedziała, chcąc uspokoić przyjaciółkę, Rydel.
- Jak mam o tym nie myśleć?! Tam jest napisane: czy to możliwe, że przez te informację chciał popęlnić samobójstwo?" - wstała i podeszła do Rydel.
- Normalnie, nie myśl o tym... A to... Napewno nie prawda. Riker w życiu by tego nie zrobił, znam swojeg brata.
- Rydel, jak mogę o tym nie myśleć?! Może to przez to, ale chwila... Kto mógł komuś o tym powiedzieć? jakim cudem to jest w internecie...Nikt, NIKT poza twoją rodzina, Ell'em i mną nie wiedział, że jes...
- Co? - zapytała po chwili ciszy Delly.
- Chwila... Julie wiedziała, że byłam z Rikerem!
- Żartujesz?!
- Nie, ona dobrze o tym wiedziała, a sama była w nim zakochana... To ona...
- Ło, ło, ło... Za szybko wyciągasz niepotrzebne wnioski... Czy ona wiedziała, że go zdradziłaś?
- Nie...
- A wie, że jest w szpitalu?
- Nic jej o tym nie mówiłam...
- Więc jak to mogła być ona? Laura...
- Przepraszam, ale dziś mam już dość, jeszcze ta pseudo-kłótnia z Ja... James wiedział o mnie i Rikerze... Mógł się dowiedzieć, że go zdradziłam i.. I dobrze wie, że jest w szpitalu. Wie też, że ze mną zerwał...
- I myślisz, że by to zrobił? To twój brat... - powiedziała cicho.
- Czekaj.. On nie polubił Rikera, mógł dowiedzieć się o zdradzie... Wiedział, że ze mną zerwał i że jest w szpitalu...
- I co, myślisz, że zrobiłby ci to..? Może nie dogadujecie się najlepiej, ale nigdy nie zrobiłby czegoś takiego, pomyśl...
- Może i masz rację... Chyba powinnam już wracać...
- Ja też.. Widzimy się jutro..?
- Zapewne w szpitalu u Rikera... - mruknęła cicho.
- Co mówisz?
- Nie, nic... Do jutra.
- Jasne... Pa... - dziewczyny sie pożegnały i każda z nich ruszyła w swoją stronę. Rydel wróciła prosto do domu. Kiedy weszła chyba tylko jeszcze Rocky nie spał. Siedział w ciemnym salonie. Delly weszła do tego pomieszczenia, zaświeciła światło i usiadła obok brata.
- Dlaczego jeszcze nie śpisz? Jest już późno... - zaczęła cicho.
- Tak sobie myślę o tym wszystkim i zastanawiam się, dlaczego akurat on... Ja nie wiem... Laura miała mu to powiedzieć w jak najbardziej delikatny sposób... Mówiłem, żeby powiedzieli mu o tym od razu, to oni nie... Musieli się jeszcze raz pocałować... - powiedział cicho Rocky. - Gdyby powiedzieli mu tam, tak... Zerwałby z nią, ale przynajmniej nic złego by się nie stało...
- Rozumiem, rozumiem to Rocky, ale... Nie obwiniaj jej za to... Przecież to nie jej wina...
- Rydel... Ja wiem, że to twoja przyjaciółka, moja zresztą też, ale bądźmy szczerzy...
- Nie, Rocky! To nie jest jej wina, nawet tak nie mów!
- Spokojnie. Nie mówię, że to jej wina, po prostu mogła się ogarnąć, no wiesz... Albo skończyć z tym "zdradzaniem" Rikera, albo po prostu od razu z nim zerwać. Grała na dwa fronty, a tak nie można.
- Ja to wiem... Nawet nie wiesz, jak zareagowała, kiedy pokazałam jej ten link... Ona jest załamana. - powiedziała cicho, cały czas patrząc na brata.
- Nie dziwię się jej... - westchnął cicho.
- Dobra, może idź już spać? To lepiej ci zrobi... Nie myśl o tym. - uśmiechnęła się delikatnie.
- A ty co, nagle zamieniłaś sie w moją matkę? - uśmiechnął sie.
- Hej, jestem twoją starszą siostrą, muszę o ciebie zadbać, młody.
- Ja? Młody?
- No tak, wspaniale jest być starszą... - Zaśmiała się cicho.
- Tak, ten jeden rok... A wiesz, jeszcze lepiej jest być młodszym. - oznajmił wesołym tonem
- Jasne, jasne, nie wnikam... - odparła uśmiechnięta i rozczochrała jego włosy. - Ale poważnie, chodźmy już spać...
- Jasne, w sumie to dobry pomysł - odpowiedział nadal lekko uśmiechnięty.
Laura nie miała zamiaru wracać do domu, była smutna, a wiedziała, że po powrocie do domu powstała by chociażby mała kłótnia z Jamesem, a tego przecież nie chciała. Jeszcze przez dobre kilkanaście minut chodziła po mieście bez żadnego konkretnego celu, myślała tylko o tym, co przeczytała... Ktoś doniósł mediom, że Riker jest w szpitalu i teraz sądzą, że to jej wina. Czuła się z tym okropnie, ale wiedziała też, że nie może z tym nic zrobić.
Całkiem nieświadomie znalazła sie w zupełnie obcej uliczce. Usłyszała tylko czyjeś głosy. Ta okolica wydawała się jej conajmniej dziwna, dlatego chciała jak najszybciej stąd odejść. W tej samej chwili zobaczyła, że grupka wyraźnie starszych od niej chłopaków idzie w jej stronę, dziewczyna bez chwili wahania dosyć szybkiem krokiem ruszyła przed siebie, ale zaraz potem zaczęła biec. Biegła tak przez kilka minut, ale dobrze wiedziała, dokąd. Znalazła się przed domem Ellingtona. Dobrze wiedziała, jak późna jest godzina, ale musiała mu o tym powiedzieć. Podeszła do drzwi i jeszcze lekko się wahając zadzwoniła w dzwonek. Po chwili w drzwiach stanął zaspany Ell.
- Laura? Coś sie stało? - zapytał przecierając dłonią oczy.onownie spojrzał na dziewczynę i zobaczył, że jest cała zapłakana. - Rany, Laura! Co się stało?! Wchodź... - odparł wpuszczając ją do środka i zamykając za nią drzwi.
- Widziałam się z Rydel... Powiedziała mi, że stan Rikera jest jeszcze gorszy, niż przypuszczano... - wytłumaczyła cicho.
- Oh, Laura... - mruknął cicho i przytulił ją. Dziewczyna szybko wtuliła się w chłopaka, a po jej policzkach już poraz kolejny zaczeły spływać łzy. Odsunęła sie od niego trochę.
- Później chciałam się przejść, sama. Cały czas myślałam o tym głupim artykule...
- Jakim artukule? Laura, czy ja nie wiem o czymś istotnym?
- Rydel pokazała mi artykuł, w którym było napisane, że to przeze mnie Riker znalazł się w szpitalu, że przez nasze rozstanie chciał popełnić samobójstwo...
- Ale ty chyba w to nie wierzysz, co?
- Nie, nie... Po prostu to wszystko jest zbyt ciężkie...
- Rozumiem... - powiedział ponownie przytulając Laurę. - Może już dziś u mnie zostaniesz? Teraz nie puszczę cię nigdzie samej.
- Nie wiem... Nie chcę być problemem...
- Nigdy nim nie będziesz... Naprawdę. - szepnął i pocałował ją lekko w policzek.
- Zgoda, ale chyba powinnam zadzwonić do Jamesa...
- To dobry pomysł. - przytaknął jej i cofnął sie o krok. Kącik ust Laury minimalnie drgnął do góry i zaczęła szukać telefonu, Ell widząc, że już najprawdopodobniej nie znajdzie komórki sięgnął po swoją i podał jej.
- Może się przyda? - zapytał z delikatnym uśmiechem, który namalował się na jego twarzy.
- Niemożliwe, że zapomniałam telefonu!
- Albo go zgubiłaś. - powiedział już weselszym tonem.
- Albo zgubiłam. - odpowiedział i robiąc kwaśnią minę wzięła komórkę chłopaka i uśmiechnęła się. Wpisała numer brata i właściwie nie musiała długo czekać, ponieważ James szybko odebrał:
- Halo?
- James... Tu ja, Laura. Chcę tylko powiedzieć, że dziś już nie wrócę.
- Ponieważ?
- Ponieważ zostaję dziś u Ellingtona. - powiedziała szybko. Przez chwilę w słuchawce zapadła ciesza.
- Dobra, rób co chcesz. Twoje życie. - odparł obojętnie i się rozłączył.
Dziewczyna westchnęła cicho i oddała telefon Ratliff'owi.
- Załatwione. - wymusiła lekki uśmiech. Ell zauważył, że coś się stało, więc podszedł bliżej niej.
- Coś się stało? - zapytał szybkim ruchem odgarniając jej kosmyk włosów, który zakrywał jej oczy.
- Nie, tylko... Po prostu mam wrażenie, że James jest na mnie zły...
- Laura... To twój brat, po prostu się o ciebie martwi... Jestem przekonany, że tylko o to chodzi.
- Myślisz?
- Hej, ja sam jestem starszym bratem, więc dobrze wiem, jak to jest.
- Nie wiesz. Ty masz młodszego o dziesięć lat brata, James jest ode mnie starszy o dwa lata. I ja jestem jego jedyną, młodszą siostrą. - Zaśmiała sie cicho.
- To prawie to samo. - również się zaśmiał.
- A jednak nie. - dodała nieco rozbawionym tonem. - A właściwie... Wy chyba nie mieszkanie razem, co?
- Nie, nie... - uśmiechnał się lekko. - Już dawno z nimi nie mieszkam...- powiedział cicho, a uśmiech powoli znikał z jego twarzy, widząc to, Laura także spoważniała.
- Ojej... Przepraszam, że zapytam, ale... Właściwie dlaczego z nimi nie mieszkasz? - zapytała niepewnie.
- W porządku, nic sie nie stało... Powiedzmy, że nie miałem z nimi najlepszych kontaktów... Kiedy skończyłem szesnaście lat sami zaczęli szukać mi mieszkania, a kiedy już je znaleźli powiedzieli, że robią to tylko po to, abym nauczył się odpowiedzialności. Oni opłacali mieszkanie, ale radzić sobie musiałem sam... - powiedział cicho.
- Ellington, ja...- zaczęła mówić, jednak chłopak nie dał jej skończyć;
- Później, kiedy zespół zaczął coraz więcej osiągać, wprowadziłem się tutaj... A rodzice... Nie wiem, czy oni w ogóle wiedzą, gdzie teraz mieszkam... Nie mam z nimi kontaktu... Nie chcę mieć. Oni tylko chcieli się mnie pozbyć... Udało im się. - odparł równie cicho, a do jego oczu napłyneły łzy.
- A co z twoim młodszym bratem? - Dopytywała się niepewne.
- Alex? On... Nie wiem, czy jeszcze mnie pamięta...
- Jak mógłby cię nie pamiętać?
- Normalnie. Kiedy się wyprowadziłem miał pięć lat... Najpierw mnie tam odwiedzali, ale później kompletnie o mnie zapomnieli. Ale teraz... Kiedy, jakby nie było zespół zaczyna być sławny... Ojciec napisał do mnie... Przypomnieli sobie o starszym synu, kiedy zaczął być sławny... Wiesz, nie żałuje, że to wszystko tak się stało. Nie było ich, kiedy naprawdę ich potrzebowałem. Czasem myślałem, że już nie dam rady, to wszystko było dla mnie zbyt trudne.. Jak dla szesnastoletniego chłopaka... Taka dorosłość mnie przerastała. Naprawdę byli mi potrzebni, ale ich to nie obchodziło... Skupiali się na Alex'ie... Jemu nie mam nic za złe... To przecież nie jego wina... Rodzice może mieli rację, przez to wszystko stałem się odpowiedzialny, ale... Jakim kosztem... - wypowiadając oststnie słowa nie powstrzymał łez i powoli zaczęły spływać po jego policzkach. Dziewczyna widząc to od razu delikatnym ruchem otarła jego łzy.
- Wtedy oddałbym wszystko, aby z powrotem wrócić do nich, teraz oddam wszystko, aby już nigdy ich nie spotkać... To było dla mnie po prostu za trudne...
- Ellington... Ale za to jesteś teraz tutaj, ze mną... - Szepnęła i przytuliła sie do niego. - I teraz pomyśl, jakie szczęście mają Lynch'e... Taki Ross... Ma starszych braci, młodszego brata i starsza siostrę, z każdym z nich się wspierają, rodzicą też ufają...
- Nie każdy ma takie szczęście, jak oni... - westchnął cicho.
- Racja... Dziękuje, że mi o tym powiedziałeś, ja cały czas myślałam, że nadal mieszkasz z rodzicami... - uśmiechnęła sie delikatnie.
- Poważnie? Tak myślałaś? - zapytał lekko uśmiechnięty.
- Tak... Nigdy o nich nic nie wspominałeś...
- Cóż, teraz już wiesz, dlaczego. - Wzruszył ramionami.
- I już rozumiem. - Szepnęła.
- Jest już późno, może chodźmy spać? - zaproponował po chwili.
- Jasne, jestem za... Too... Gdzie ja będę spała? - zapytała z lekkim uśmiechem.
- Proszę za mną. - uśmiechnął sie i wyciągnął w jej stronę swoją prawa dłoń. Dziewczyna ją ujęła i ruszła za nim po schodach, a następnie weszli do jednego z kilku pokoi. Trzeba mu przyznać, dom miał naprawde duży. Ell wpuścił Laurę pierwszą, a sam wszedł za nią.
- Czekaj, czekaj... To twój pokój? - zapytała i spojrzała na niego. On kiwnął głową na znak potwierdzenia.
- Mhym, czyli rozumiem, że ty śpisz na dole w salonie? - Zaśmiała się.
- Jeśli już mnie stąd wyganiasz... - westchnął cicho i rownież sie zaśmiał.
- Nie no, coś ty... - uśmiechnęła się.
- Tak, teraz... Teraz nie musimy martwić się, że ktoś wejdzie, zobaczy nas.. - pokręciła głową.
- No tak... Racja... - przytaknął. - Umm, zaczekaj chwilę. - oznajmił z delikatnym uśmiechem i podszedł do jednej z szafy. Wyciągnął z niej jedną swoją kuszulkę i podał dziewczynie. - Dobra, tutaj masz coś w czym możesz się przespać, a tam jest łazienka. - powiedział i wskazał drzwi do łazienki. Dziewczyna z uśmiechem na ustach wzięła jego koszulkę i poszła w stronę łazienki. Po prawie dziesięciu minutach gotowa, wyszła z łazienki. Wchodząc do pokoju zobaczyła Ellingtona siedzącego na łóżku i wpatrującego się w jakieś zdjęcie. Chłopak najwyraźniej nie zauważył, że Laura weszła do pokoju, więc z delikatnym uśmiechem na twarzy podeszła, a następnie usiadła obok niego.
- To ty? - zapytała patrząc na zdjęcie, które trzymał Ell i położyła głowę na jego ramieniu.
- Tak. Ja i Alex. - kiwnął głową i uśmiechnął się lekko. Zdjęcie przedstawiało trzynastoletniego Ellingtona i małego, rocznego brata - Alex'a.
- Tęsknisz za nim, co? - spojrzała na niego bruneta.
- Zgadłaś... Ale chyba muszę pogodzić sie z myślą, że szybko go nie zobaczę. - wzruszył obojętnie ramionami i schował zdjęcie do szafki przy łóżku.
- Na pewno niedługo się zobaczycie. - spojrzała w jego oczy i posłała delikatny uśmiech.
- Nie sądze. - pokręcił głową. - Ale nie ważne... Riker chyba jest ode mnie większy?
- Co? - zdziwiła zię, ale również cicho zaśmiała.
- No bo jak teraz tak patrzę, to jego koszulka była dla ciebie trochę większa niż moja. - wytłumaczył się rozbawionym tonem i pokręcił głową.
- Serio? Hmm, może. Nie przyglądałam się, ale skoro tak mówisz.
- Dobra, emm nieważne?
- Tak... - odpowiedziała od razu.
- Super... - Zaśmiał się. - Śpiąca?
- Trochę
- To chodźmy spać. W końcu. - Zaśmiał się.
- Tak, w końcu. - uśmiechnęła się. Obydwoje położyli się obok siebie, Laura mocno wtuliła się w chłopaka.
- Dobra... Ale ty idziesz zgasić światło. - odezwał się po chwili ciszy.
- Chyba sobie żartujesz. - Zaśmiała się.
- Nie, nie zartuję. - Zaśmiał się. - poważnie.
- No chyba nie.
- No chyba tak. - kiwnął głową.
- Dobra... Daj mi swój telefon. - oznajmiła rozbawionym tonem i wyciągnęła ręke po telefon.
- Spoko, po co ci on? - odpowiedział zdzwiwiony i podał jej komórkę.
- Rzucę nim i wyłączę światło. - uśmiechnęła się, chciała rzucić, ale chłopak zabrał telefon.
- Ło, ło, ło... Moim telefonem się nie rzuca! - odparł śmiejąc się przy tym.
- Ja swojego zapomniałam.
- Albo zgubiłaś. - poprawił ją.
- Albo zgubiłam. - powtórzyła rozbawiona. - To albo rzucaj telefonem, albo ty idziesz zgasić to światło.
- Dobra... Możesz rzucić telefonem, ale napierw musisz go dostać. - Zaśmiał się i podniósł ręke do góry tak, aby Laura nie dostała komórki, którą trzymał w ręce.
- Oh, serio?
- Oczywiście.
- To może po prostu się ruszysz i wyłączysz to światło? - Zaśmiała się.
- A nie wolisz sobie rzucić komórką?
- Kiedy tylko ją dostanę, najpierw rzucę nią w ciebie.
- Spoko. - powiedział rozbawiony. Dziewczyna sięgnęła po komórkę, ale za pierwszym razem jej nie dostała. Chłopak odsunął ręke całkiem w drugą stronę, brunetka "rzuciła się" na jego ręke, ale dało to inny efekt, niż zamierzała. Ellington wypuścił telefon z ręki, a Laura wylądowała na nim. Obydwoje tylko spojrzeli sobie w oczy i ich usta złożyły się w jednym, namiętnym pocałunku. Teraz żadnemu z nich nie przeszkadzało zaświeciła światło, czy telefon Ratliffa, który leżał na podłodze. Obydwoje byli pochłonięci czułymi, jak i namiętnymi pocałunkami, którymi siebie obdarowywali. [...]
* Później wydarzyło się coś, czego nie chcę tutaj opisywać, domyślnie się ;>*
~~~
Teraz? Nie mam pojęcia co tutaj napisać O.o Może tylko wspomnę o tym, że wszystko u mnie już ok i wracam do pisania, co znaczy, że postaram się dodawać rozdziały trochę częściej, niż ostatnio :)
Genialny. :)
OdpowiedzUsuńCzekam na nexxta. ; >
Uhuh no nieźle :P Świetnie sie to wszystko rozkreciło :D Czekam na kolejny :3
OdpowiedzUsuńJej, świetny rozdział <3 Bardzo się cieszę, że u ciebie już ok :)) Z niecierpliwością czekam na kolejny, albo nie... Nie chcę Cię poganiać xD
OdpowiedzUsuńŁohoho, aleś namieszła :D Ale w pozytywnym sensie, oczywiście :D
OdpowiedzUsuńBaaaardzo się cieszę, że u Ciebie już wszystko w porządku <3 Plus cieszę się, że chcesz częściej dodawać rozdziały *.* Jestem mega ciekawa kolejnego rozdziału, dlatego (nie, żebym poganiała xD) z (nie)cierpliwością czekam na kolejny rozdział :** A tym czasem... Weny życzę! XD <3
Genialny :)
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do Liebster Award. Szczegóły tutaj: http://story-about-raura.blogspot.com/