Laura po niedługim czasie wróciła do domu, weszła cicho, nie chciała teraz rozmawiać ani z matką, ani z Jamesem, jednak kiedy wyszła na pierwsze piętro usłyszała głos brata, ale również cztery inne, w jakiś sposób znajome jej głosy. Nieco ciekawa pod byle pretekstem postanowiła iść do pokoju brata. Trochę niepewnie wieszła do pokoju, a tam spojrzenia wszystkich padły właśnie na nią.
- Josh, Kendall, Alex, Nathan! - krzyknęła od razu stając się weselsza na widok starych znajomych.
- Laura! - krzyknęli jednocześnie i radośnie chłopcy i podeszli do brunetki, a następnie każdy z nim po kolei ją przytulił na przywitanie.
- Laura... To ty? - zapytał szeroko uśmiechnięty Kendall. - Rany... Ale się zmieniłaś.
- Wy również... O mój boże, co wy tutaj robicie? Oststni raz widzieliśmy się... Umm... - odparła, próbując przypomnieć sobie ich oststnie spotkanie.
- Oststnio widzieliśmy się... Miałaś chyba dwanaście lat i zawsze, kiedy przychodziliśmy do Jamesa, ty zawsze zamykałaś się w pokoju z koleżankami. - Zaśmiał się Nathan.
- Daj spokój, to było ponad sześć lat temu! - powiedziała rozbawiona osiemnastolatka.
- Laura, zostaniesz z nami? - Zapytał James. Dziewczyna przez chwilę nie odpowiadała, ponieważ miała zamiar zadzwonić do Rikera.
- No jasne, że zostanie! Z nami miałaby nie zostać? - Zaśmiał sie Josh.
- W porządku, mogę zostać. - uśmiechnęła się i razem z chłopakami zajęli różne miejsca. Mieli sobie wiele do powiedzenia, ponieważ jakby nie było, nie widzieli sie dobre sześć lat i wszyscy sporo sie zmienili.
~
Riker od jakiegoś czasu próbował dodzwonić aię do Cassidy, jednak tym razem to ona od niego nie odbierała, wcześniej było dokładnie przeciwnie. W końcu blondyn nie miał zamiaru czekać, aż dziewczyna łaskawie odbierze, dlatego postanowił się do niej przejść i najpierw porozmawiać z nią, a później z samym Brad'em. Nie chciał mówić nikomu, że wychodzi, ale poźniej stwierdził, że lepiej będzie, jeśli powie o tym Rydel. Tylko jej, ponieważ tak naprawdę tylko jej mówił o tej całej sprawie z Cassidy. W związku, że całe rodzeństwo i Ell nadal siedzieli w pokoju Rocky'ego właśnie tam podszedł. Otworzył drzwi od pokoju brata, a wszystkie spojrzenia oczywiście padły na niego.
- Rydel, możemy chwilę porozmawiać? - zapytał z nadzieją.
- Jasne. - blondynka się uśmiechnęła, wstała z miejsca i wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. - A więc... O co chodzi?
- Rydel, słuchaj... Powiedziałem Laurze o Cassidy i Brad'zie...
- No w końcu... A ty... Wybierasz się gdzieś? - zapytała po chwili.
- Tak, muszę w końcu zakończyć te chorą sprawę. - oznajmił powoli się cofając.
- Co? O nie, nie, nie, nigdzie stąd nie idziesz, jasne?! - złapała go za ręke i zatrzymała.
- Rydel, muszę to w końcu skończyć, chce z nim tylko to wszystko wyjaśnić...
- Ostatnio też chciałeś tylko wyjaśnić i ostatecznie skończyło sie tym, że przez tydzień leżałeś nieprzytomny w szpitalu! - powiedziała nerwowo.
- Rydel, wiem, że ostatnio wyszło, jak wyszło, ale przecież nie zrobię nic głupiego. Musisz mi zaufać...
- Eh... Riker, ja po prostu się o ciebie boje... - dodała już znacznie ciszej i przytuliła brata.
- Nie potrzebnie. Nie masz o co sie bać, niedługo wrócę. Nie będzie tak, jak oststnio. Zapewniłem się. - powiedział cicho. Delly jeszcze przez chwile nigdzie nie chciała go puścić, ale w oststeczności się zgodziła. Riker wyszedł z domu, a ona wróciła do braci.
~
- Dobra chłopcy, świetnie było was znowu zobaczyć, ale..
- Spokojnie, zostajemy w mieście na kilka dni. - przerwał Laurze, Alex.
- Tym lepiej, ale teraz muszę lecieć. - dokończyła.
- Poważnie? Ooo, a liczyliśmy na to, że dziś wieczorem przejdziesz się z nami.. - zamarudził Kendall.
- A gdzie się wybieracie? - zapytała brunetka.
- Jeszcze nie wiemy. - Zaśmiał sie Josh. - Nie mamy konkretnego planu, ale chcemy odwiedzić kilka klubów. To jak, idziesz z nami?
- Hmm, właściwie dlaczegoby nie... O której wychodzicie?
- Za jakieś... Dwie godziny? No, jak zrobi się chociaż troche ciemno, jakoś tak. - odpowiedział James.
- Dobra.. - westchneła cicho. - Ale teraz i tak muszę was na chwile zostawić, bo muszę zadzwonić do Rikera. - uśmiechnęła się lekko.
- Do kogo? - odezwał się w końcu Nathan.
- Rikera, mojego... Chłopaka... - odpowiedziała cicho, Kendall słysząc spuścił wzrok. Laura to zauważyła, ale postanowiła to zignorować.
- Czekaj... On jest... Riker Lynch, nie? - Zapytał ponownie Nath.
- Tak, to on... - przytaknęła.
- Ej, czyli to ty... To ty jesteś tą laską, przez którą on był w szpitalu? - zapytał w prost Kendall. Laura spojrzała na niego, a do jej oczu napłynęły łzy. Sądziła, że przynajmniej tutaj nikt nie będzie poruszał tego tematu. Miała zamiar mu coś odpowiedzieć lub chociaż udrzyć w twarz, ale się powstrzymała i bez słowa, szybko opuściła pokój brata od razu kierując się do siebie.
- No chyba nie. - odparł poirytowany James, kiedy Laura wyszła.
- No co? - zapytał zdziwiony reakcją dziewczyny Kendall, a wszyscy spojrzeli na niego.
- Musiałeś zaczynać ten temat?
- Oj przepraszam! Nie wiedziałem, że aż tak bardzo ją to zabili, poza tym... Nie tak było? Wszędzie było napisane, że to przez nią.
- Nawet nie wiesz, jak ona jest wyczulona na ten temat, kołku! Poza tym nie, to nie przez nią. W internecie są same plotki, tak naprawdę było zupęłnie inaczej! - wyjaśnił zdenerwowany Knight.
- No dobra, dobra! Ale i tak już za późno...
- Nie jest za późno. Idź do niej i ją przeproś... Mówię poważnie.
~
Kiedy Laura wróciła do swoje pokoju najpierw musiała się uspokoić, a kiedy to zrobiła wybrała numer Rikera i czekała z nadzieją, że Lynch szybko odbierze. To jednak na marne, ponieważ jak na złość nie odbierał. Dziewczyna pomyślała, że może siedzi z braćmi, Rydel i Ell'em, dlatego nie odbiera. Westchneła cicho i usłyszała, że ktoś puka w drzw do jej pokoju.
- Nie chcę nikogo widzieć... - mruknęła cicho.
- Nawet mnie? - usłyszała znajomy głos Kendalla.
- Zwłaszcza ciebie. - parchnęła ironicznie. Chłopak już nic nie powiedział, tylko po prostu wszedł do pokoju.
- Mówiłam, że nie chce cię widzieć... - mruknęła szybko.
- Laura, przepraszam... Nie sądziłem, że to tak przeżywasz... Przepraszam. - powtórzył i spuścił wzrok.
- Ehh... Dobra, w porządku, coś jeszcze?
- Jednak za godzinę wychodzimy, wyrobisz się? - zapytał, na co przytaknęła. On uśmiechnął sie lekko i wyszedł. Laura westchneła cicho i postanowiła zacząć szykować się do wyjścia. Nie miała zamiaru się jakoś specjalnie stroić, pod żadnym pozorem nie chciała ubierać sukienki czy coś w tym stylu, po prostu nie lubiła. Po prawie godzinie była już gotowa, jeszcze poprawiła swój makijaż i poszła do pokoju brata, gdzie byli wszyscy.
- Dobra, a macie chociaż jakiś konkretny plan co do dzisiejszego wieczoru? - zapytała patrząc na chłopaków.
- Chyba nocy. - uśmiechnął sie Nathan.
- Mniejsza... Macie jakiś plan? Gdzie konkretnie chcecie iść?
- Myślę, że zaczniemy od Blueberry's, później wbijemy do Noise'a, a później się zobaczy. - oznajmił James. - może być?
- Tak, pewnie... Idziemy? - zapytała, na co chłopcy przytakneli. Już po piętnastu minutach byli w drodze. Chłopcy szli weseli, Laura cały czas myślała o Rikerze, w końcu postanowili się rozdzielić, a Kendall korzystając z okazji, chciał porozmawiać chwilę z Laurą. Dziewczyna oczywiście się zgodziła i kiedy już reszta się rozeszła, chłopak podszedł do niej z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- I jaka twoja odpowiedź? - zapytał bez wahania. Laura spojrzała na niego lekko zdziwiona.
- Odpowiedź na..? - spojrzała na niego.
- Nie rozmawiałaś z Jamesem? - zapytał zdziwiony.
- Nie... O czym mielibyśmy rozmawiać? O co chodzi?
- Na prawdę nic ci nie powiedział? - dopytywał.
- Od kiedy jesteście, sami nie zdążyliśmy zamienić ze sobą słowa. - westchnła cicho. - No nieważne... O co chodzi? Powiesz mi?
- O przyjazd do Pragi. - uśmiechnął się szeroko.
- Co? James chce wracać do Czech?! - zapytała zdziwiona odpowiedziął ze strony Kendalla.
- Nie to, że na stałe... Po prostu odwiedzić dawnych znajomych... Jak my, przelecielismy tu do was, tak wy... Wbijajcie do nas. Nie było was tam z dziesięć lat. - powiedział cały czas będąc uśmiechnięty.
- Sześć. - Zaśmiała się. - Mhym... A nie wiesz, czy planował mi o tym powiedzieć?
- Sądziłem, że już powiedział... Więc? Jak będzie?
- Hmm, sama nie wiem...
- No dalej... Twój Riker na pewno wytrzyma bez ciebie kilka dni. - powiedział ironicznie.
- To nie o to chodzi... - spuściła wzrok.
- Dobra, jasne... Ale mam nadzieje, że się zgadzasz?
- A w każdym razie to przemyśle. - uśmiechnęła sie lekko i ponownie spojrzała na niego.
- Super, to... Chłopcy zostawili nas samych. Masz ochotę się czegoś napić? No wiesz... Czegoś mocniejszego? - zaproponował dwukrotnie unosząc brwi.
- Hmm, pewnie. - odpowiedziała nadal lekko uśmiechnięta. Laura poszła zająć jakiś wolny stolik, a po kilku minutach dosiadł się do niej Kendall z dwoma drinkami i podał jeden brunetce.
- Więc... Jak długo tu zostajecie? - zapytała przerywając ciszę i upiła łyk ze swojego drinka, chłopak zrobił to samo.
- Do poniedziałku. - odpowiedział uśmiechnięty.
- Hmm, to nie długo. - westchnęła cicho.
- Tak... Dlatego mam nadzieję, że ty zostaniesz u nas troche dłużej. - uśmiechnął się szeroko.
- Jeśli James w ogóle zacznie ten temat... Przez te sześć lat mieliście kontakt?
- Heh, tak... Tylko ostatnio, kiedy z nim pisałem twierdził, że się wyprowadził. - odparł i za jednym zamachem dopił swojego drinka do końca.
- Bo sie wyprowadził, ale... Wrócił. To znaczy chyba... Nie wiem czy na stałe... - wyjaśniła.
- O jasne, rozumiem. - kiwnął głową. - Może chcesz zatańczyć? - zaproponował z nadzieją, że się zgodzi.
- Nie, lepiej nie. - pokręciła głową.
- No dawaj, jesteśmy w klubie, co będziemy siedzieć jak te kołki. No dawaj, dopił tego drinka i chodź. - przekonywał uśmiechnięty. Dziewczyna wykonała polecenie, wstała z miejsca i wtedy chłopak złapał ją za ręke i razem poszli do sali, w której było już wiele innych, tańczących par. Laura czuła się conajmniej dziwnie, ponieważ piosenka, która właśnie była graną nie należała do najszybszych, a nie miała zamiaru tańczyć wolnego ze starym znajomym, tym bardziej, że była z Rikerem. Chłopak dla odmiany nie miał nic przeciwko, a wręcz przeciwnie - miał nadzieję, że trafią właśnie w tym momencie. Nie da się ukryć, że Laura naprawdę mu się spodobała. Podobała mu się jeszcze za czasów, kiedy z bratem i matką mieszkała w Czechach, tylko, że ona miała wtedy dwanaście lat, a on piętnaście, jednak po ich wyjeździe z kraju Kendallowi przeszło, a kiedy zobaczył ją teraz, po sześciu latach, jego dawne uczucie powróciło.
Spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się w jej stronę, ona również wymusiła lekko uśmiech i spojrzała na niego. Żadne z nich się nie odezwało, więc chłopak nadal trzymając jej dłoń wszedł w głąb sali. Chłopak od razu ją obiął i lekko do siebie przytulił, a brunetka tylko niepewnie owinęła dłonie w okół jego szyji. Przez chwilę tańczyli w ciszy, ale Laura postanowiła ją przerwać.
- A więc.. Gdzie się zatrzymacie? - powiedziała pierwsze, co wpadło jej do głowy.
- Ja u Cassidy, a chłopcy u...
- Zaraz, zaraz... U kogo? - przerwała mu Laura.
- U mojej kuzynki, Cassidy, no i jest jeszcze jej brat, Brad, ale jeszcze tu nie widziałem. - uśmiechnał się lekko.
- Żartujesz sobie? - odparła całkiem poważnie i się zatrzymała, robiąc od razu krok do tyłu.
- Nie... Czy coś się stało? - zapytał przejęty.
- Tak... - mruknęła cicho i zrobiła jeszcze kilka kroków do tyłu, a następnie wyszła z sali. Oczywiście Kendall szybko poszedł za nią.
- Laura... Laura, czy coś się stało? - zapytał, kiedy szedł już centralnie za nią.
- Daj mi spokój. - odpowiedziała sucho i nie zwracając już na niego większej uwagi znalazła Jamesa, który siedział przy barze razem z Joshem i Nathanem. Szybko do nich podeszła.
- James, możemy wracać? - zapytała cicho, patrząc na brata.
- Już? Daj spokój, nie ma jeszcze północy! - odpowiedział.
- Ale zaraz będzie... James, proszę, wracajmy...
- Laura, daj spokój. Przecież mieliśmy się zabawić.
- Dobra, to ty tu sobie zostań, a ja wracam. - powiedziała stanowczo, na co Knight przytaknął. Dziewczyna tylko na niego krzywo spojrzała nie mówiąc już nic wyszła z pomieszczenia, wcześniej wymijając Kendalla, który dziś postamowił już sobie odpuścić i tylko dołączył do reszty znajomych. Laura wyszła z klubu, nie mogła uwierzyć, że Brat i Cassidy to rodzina Kendalla... Wyciągnęła z kieszeni komórkę i zadzwoniła do Rikera, jednak ten nadal nie odbierał, więc dziewczyna napisała do niego sms'a:
"Do: Riker ❤
Jeśli to odczytasz, daj znać - zadzwoń. Muszę Ci o czymś powiedzieć..."
I bez wahania wysłała. Po około dwudziestu minutach doszła do domu, próbowała otworzyć drzwi, ale były one zamknięte, co oznaczało, że jej matka gdzieś wyszła, a jedyne klucze wziął James. Oczywiście nie miała zamiaru czekać, aż jej brat łaskawie się tu pojawi, więc po dłuższych namysłach stwierdziła, że pójdzie do Julie, tak więc powoli ruszyła w tamtą stronę. Przechodząc przez miasto miała spuszczony wzrok, w końcu usłyszała swoje imie, wypowiedziane przez kogoś znajomego. Oczywiście od razu wiedziała, co kogo należał ten głos, dziewczyna odwróciła się i wzięła głęboki oddech.
- Cassidy... - mruknęła cicho widząc znajomą blondynkę, a obok niej... Brad'a. A w każdym razie tak myślała, że to Brad.
~~~
Okej, mamy kolejny rozdział :3 Teraz już w szkole mam luzy, więc napisałam taki sobie rozdział :) Następny... Postaram się dodać w czasie tej przerwy świątecznej, naprawdę się postaram :* A ten jak wam sie spodobał? Piszcie! :) I jeszcze jedno: zaktualizowałam zakładkę "bohaterowie" + dodałam tam postać Jamesa, z racji tego, że zaczął częściej pojawiać się w opowiadaniu :)
A tu macie starych znajomych Knight'ów:
Kendall: [ K L I K ]
Alex: [ K L I K ]
Nathan: [ K L I K ]
Josh: [ K L I K ]
Uuu ale super :D Czekam na kolejny ;)
OdpowiedzUsuńKiedy NEXT !!!!!!???????
OdpowiedzUsuńtrochę mało o Rikerze itp., ale rozdział i tak świetny ^.^ Nie mogę doczekać się kolejnego :D Plus ta Cassidy i Brad na końcu :OO Pisz szybko! <33 ll Hania.
OdpowiedzUsuńSuper! :D Ale czy ty zawsze musisz kończyć rozdziały w takich momentach?! Serio?! :D Ale ten... No pisz szybko, bo nie wytrzymam, czeeekam na koleejny! <3
OdpowiedzUsuńWeny życzę i (nie)cierpliwie czekam na kolejny! :) :*
Super :) nie wiem co tu juz pisać, bo twoje rozdziały zawsze są tak samo świetne :3 czekam na kolejny :))
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział ;3 Nie spodziewałam się czegoś takiego i zapowiada się ciekawie. Już nie mogę się doczekać następnego ;) ~Kajkunia
OdpowiedzUsuńNoise? Blueberrys? Czyżby powróciły jakieś wspomnienia z jednej soboty na rynku w Krakowie? :D <3 Ale Noise? Serio? Hahahahaha :DD
OdpowiedzUsuńAle ten, wracając do bloga... No powiem Ci, że ta końcówka to mnie zaciekawiła :D Pisz szybko kolejny, żebym miała co czytać w święta xD
Jedna z R5ers wczoraj popełniła samobujstwo. Spoczywaj w spokoju Aniołku =-O
OdpowiedzUsuńŚliczne :D
OdpowiedzUsuńhttp://r5-life-is-not-fair.blogspot.com/ <--------- Wpadnij :D
spoko okko
UsuńChoinki świecącej, gwiazdy błyszczącej. Pysznej kolacji i sylwestrowej libacji. Gwiazdora trzeźwego, kaca ogromnego, wspaniałych wrażeń i spełnienia marzeń.
OdpowiedzUsuń