- Rocky? - zapytała po chwili ciszy.
- Niee... Spangebob. - odpowiedział i się zasmiał.
- Przepraszam, tylko to trochę dziwne...
- Co jest takie dziwne?
- Że nie ma jeszcze jedenastej, a ty już nie śpisz. - rownież się zaśmiała.
- Aaa, jakoś nie mogłem spać...
- Jasne. Riker wrócił wczoraj, czy został u Laury?
- Został... Taa, został u niej. - odpowiedział po chwili wahania.
- To dobrze. Wiesz Rocky, cieszę się, że są razem. Pasują do siebie. - odparła rozmarzona Rydel.
- Taaak...
- A w ogóle, to między wami już wszystko ok?
- Tak, dlaczego miałoby być inaczej? Jesteśmy zgodnymi braćmi, pomagamy sobie, nawet jeśli jeden z nas robi kompletne głupoty - powiedział i kiwnął głową, aby potwierdzić własne słowa.
- To zabrzmiało trochę dziwnie, ale dobra... Zresztą nie mówię o Rikerze.
- O Laurze? - zdziwił się.
- No tak, o niej. Przecież przed wyjazdem wydarzyło sie tyle... dziwnych rzeczy... Już między wami wszystko okej?
- Umm, tak. Jasne, wszystko się wyjaśniło. - uśmiechnął się lekko.
- Dobra... Nie ma Rossa, ani Rylanda, więc... Możesz powiedzieć mi, co takiego stało się na tym waszym wyjeździe, że Laura wczoraj tak zareagowała? - zapytała niepewnie.
- Rydel to... To długa historia i...
- Mamy czas. Chłopcy nie wstaną wcześniej, niż o jedenastej, rodzice... Oni nie muszą wiedzieć. Rocky, proszę. Laura to moja przyjaciółka.
- Więc może zapytaj jej?
- Nie, nie chcę o to pytać...
- Dobra, więc... Chodzi o to, że... - zaczął powoli, nie chcąc niczego pominąć, miał zamiar wszystko jej opowiedzieć, ale uciszył się, kiedy rodzeństwo zobaczyło w drzwiach wystraszoną Stromie.
- Stało się coś? - zapytał spokojnie Rocky.
- Riker... Riker jest w szpitalu... - odpowiedziała, a do jej oczu napłynęły łzy.
- Co?! Jak to? Przeiceż był u Laury, zgadza się, Rocky? - odparła przestraszona blondynka i spojrzała na brata.
- Rocky... Wiesz, gdzie był twój brat? - zapytała Stromie.
- Był u Laury, ale wrócił, wczoraj, w nocy...
- Więc jakim cudem znalazł się w szpitalu?! - kontynuowała pytanie blondynka, wstała z miejsa i podeszła do matki, którą od razu przytuliła.
- Jedziemy z ojcem do szpitala i...
- Jadę z wami. - oznajmiła Delly.
- Ja też.. - dodał brunet.
- Rocky, proszę cię, zostań z braćmi, później dołączycie do nas z Rossem i Rylandem, zgoda? - zaproponowała nadal roztrzęsiona pani Lynch. Rocky trochę niechętnie kiwnął głową.
- Hej, to może niech ktoś chociaż zadzwoni do Laury? - odparł po chwili.
- Zrób to... - odpowiedziała Ryd. Chłopak przytaknął. Dosłownie kilkanaście minut później w domu zapanowała cisza. Stormie, Mark i Rydel wyszli, a młodsi bracia jeszcze spali. Brunet wyciągnął z kieszeni spodni komórkę i wybrał numer do Laury, dziewczyna szybko odebrała:
- Rocky?
- Ta, emm... Słuchaj, mam złe wieści...
- Co? Coś z Rikerem?
- Tak. Jest tak, że...
- Czekaj, czekaj... Jest teraz w domu?
- I właśnie o to chodzi, że nie...
- Wyszedł?
- Tak... Wyszedł i jakby to powiedzieć... Z tego co mi się wydaje, tak szybko nie wróci...
- Rocky... O czym ty mówisz?!
- A więc... Riker jest w szpitalu...
- Co?! Jak to możliwe?! Kiedy...? Gdzie? Dlaczego?...
- Wczoraj wrócił, a dziś rano juz go nie było. Matka powiedziała, że jest w szpitalu. Rydel pojechała tam razem z rodzicami. Jak tylko Ross i Ryland w końcu się obudzą mamy do nich dołączyć, może wybierzesz się z nami?
- Jasne... Powiem Ell'owi... Muszę być przy nim... Błagam, obudź braci i jedźmy jak najszybciej.
- Dobra, o to nie ma problemu. Zadzwonię za chwilę. Na razie.
- Jasne, pa...
Laura odłożyła telefon na szafkę, a do pokoju właśnie wszedł Ellington. Zastał dziewczynę całą zapłakaną, szybko do niej podszedł i kucnął obok niej.
- Laura, co sie stało? - zapytał przejęty. Brunetka spojrzała na niego i przez chwilę milczała, ale w końcu postanowiła się odezwać.
- Riker... Riker jest w szpitalu... - powiedziała cicho.
- Co? Riker..? Skąd to wiesz?! - zapytał zdziwiony.
- Rocky przed chwilą do mnie dzwonił. Mówił, że wczoraj w nocy wrócił, a dziś rano już go nie było...
- Już... Nie myśl o tym... - odparł cicho i przytulił dziewczynę. Sam był tym bardzo zdziwiony.
- Ellington...
- Tak?
- To moja wina...
- Co? Nie, nie nie, to nie jest twoja wina. Nawet tak nie myśl.
- No a czyja? Gdybym mu o tym wszystkim nie mówiła o niczym by się jeszcze nie dowiedział i pewnie byłby teraz tutaj. - powiedziała szybko i schowała twarz w dłoniach.
- Nie wiesz tego. Skąd wiesz, co mu jest? Może to nic poważnego? Jestem przekonany, że to nic starsznego i nic mu się nie stało - odparł opanowanie.
Na szczęście Rocky umie ribić hałas, więc szybko obudził braci. Powiedział im, jak to wszystko wygląda i bez wahania zgodzili się pojechać z nim. James był ciekawy, gdzie wychodzi razem z Ellingtonem, więc dziewczyna powiedziała mu o tym, że Riker jest w szpitalu. Knight spokojnie ją puścił nie pytając więcej o nic. Z kolei Ratliff sam nie wiedział, czy to dobry pomysł, aby jechał do Rikera. W końcu, jakby nie było to przez niego Lynch nie jest już z Laurą, ale jednak dziewczyna go przekonała i zgodził się pojechać z nimi. W drodze panowała cisza, nikt nie chciał nic mówić, zwłaszcza Laura. Po niespęłna trzydziestu minutach byli już na miejscu, tam dostali się na piętro, na którym przebywał Riker, ale także Stormie, Mark i Rydel. Będąc na miejscu zobaczyli państwo Lynch, którzy rozmawiali najwyraźniej z jakimś doktorem. Chcąc wejść do Rikera dowiedzieli się, że może to zrobić jedynie najbliższa rodzina, więc Laura chcąc nie chcąc skłamała i powiedziała, że jest jego dziewczyną. Do środka postanowiła wejść ona i Rocky, młodsi Lynch'owie postanowili, że mogą jeszcze chwile poczekać. Na sali był sam Riker, to znaczy, była obok niego Rydel, ale w sali nie było innych pacjentów. Widok nieprzytomnego blondyna leżącego na szpitalnym łóżku delikatnie mówiąc wstrząsnął Laurą. Z jej oczu od razu zaczeły płynąć łzy. Szybko podeszła do łóżka i zakryła usta dłonią. Po chwili spojrzała na Ryd, która siedziała bez słowa. Rocky też się nie odezwał, dla każdego z nich o było ciężkie.
- Dobra, dlaczego on to zrobił? - zapytała po chwili niezręcznie ciszy Delly.
- O co ci chodzi? - odparł Rocky i spojrzał na siostrę.
- A o to, że coś musiało się stać. Sam z siebie na pewno nie wyszedłem rano z domu i nie znalazł by się tutaj... Laura? - blondynka spojrzała na Laurę, która była wpatrzona w Rikera i nic nie odpowiedziała.
- To może zostawimy ich samych? W między czasie wszystko ci wyjaśnię... - zaproponował brunet i spojrzał na Laurę, ona skinęła głową i westchneła ciężko. Rydel od razu sie zgodziła i razem z bratem wyszli z sali. Brunetka jeszcze przez chwilę nie wiedziała, co robić, usiadła na krześle obok łóżka i chwyciła jego chłodną dłoń, a po jej policzkach nadal spływały gorzkie łzy. W końcu zauważyła rany na jego lewym nadgarstku. Ale nie było ich tylko trzy, jak poprzednim razem... Tym razem było sześć, ale wszystkie obok siebie, co można zakryć chociażby bransoletkami.
- Oh Riker... - mruknęła patrząc na chłopaka. - Tak cię przepraszam... Gdybym tylko wiedziała, co się przez to wszystko stanie... Nigdy bym tego nie zrobiła... To jest nie fair, że cierpiał przez moją głupotę... - powiedziała tak naprawdę wiedząc, że chłopak jej nie usłyszy.
- Nie wiem, co ci się stało, ale proszę... Wyjdź z tego jak najszybciej. Musisz być silny.. Dla na... Dla rodziny... Dla nich... - pokręciła głową i spuściła wzrok.
Przez chwilę się nie odzywała, tylko cicho płakała. Cały czas obwiniała się o to, co miało miejsce. Po chwili usłyszała czyjeś kroki, a zaraz potem do sali weszli Ross i Ryland, a za nimi wszedł Mark.
- To ja was zostawię... - powiedziała cicho, szybko, ale za to delikatnym ruchem odwróciła lewą ręke Rikera tak, aby nikt nie zobaczył jego ran. Podeszła do niego i szepnęła: "bądź silny. Potrzebujemy cię. Proszę..." i lekko pocałowała go w policzek, a następnie bez słowa wyszła z sali. Wychodząc od razu podszedł do niej Ellington, który ją przytulił. Dziewczyna między czasie otwrła swoje łzy i wtuliła się w chłopaka.
- Będzie dobrze... - powiedział cicho. Dziewczyna odsunęła sie trochę od niego i powiedziała ciche "przepraszam na chwile.." . Chłopak przytaknął, a Laura podeszła do siedzącej niedaleko Stromie.
- Przepraszam bardzo... - zaczęła niepewnie.
- O co chodzi, kochana? - zapytała, a na jej twarzy mimowolnie pojawił sie delikatny uśmiech.
- Mam pytanie... Co takiego się stało, że Riker jest tutaj? Że jest tu w takim stanie?
- Cóż, powiedziano nam, że miał wypadek, nic konkretnego. Ale na pewno powiemy ci, kiedy dowiemy się czegoś konkretniejszego. - odpowiedziała miło.
- Jasne, dziękuje... - kiwnęła głową.
- Nie ma za co... - dodała już nieco smutniejsza Stromie.
- Wszystko będzie dobrze. Riker niedługo wyjdzie, na pewno.. - powiedziała chcąc pocieszyć panią Lynch, kobieta tylko lekko się uśmiechnęła i przytaknęła. Laura odeszła od niej i zajęła jedno z wolnych miejsc w korytarzu. Siedziała w ciszy, ale ok chwili podszedł do niej Ross.
- Tu wolne? - zapytał lekko uśmiechnięty.
- Ta, jasne... - odpowiedziała obojętnie i spojrzała na blondyna, który zajął miejsce obok.
- Pewnie musi być ci teraz ciężko? - zapytał.
- A tobie nie jest? - spojrzała na Rossa.
- Jest, jest... Ale czegoś nie rozumiem...
- O co chodzi?
- Bo skoro Riker był u ciebie... Właściwie, jak on się tutaj znalazł?
- Oh, Ross, to... - westchneła cicho - To długa historia i nie chcę teraz o tym mówić... Do domu wrócił James, razem z Rikerem niezbyt się polubili i... To naprawdę długa historia, dlatego... Może kiedy indziej?
- Tak, pewnie... Jeśli tylko nie chcesz o tym gadać. - odparł i lekko się uśmiechnął. Dziewczyna skinęła głową i delikatnie odwzajemniła uśmiech. Stormie, Mark, Rydel, Ellington, Ross, Rocky i Laura czekali w szpitalu, aż Riker w końcu się obudzi, do tego jednak nie doszło. Wieczorem, choć można powiedzieć, że już w nocy, Rocky zabrał młodszych braci i Delly do domu, rodzice Rikera, Laura i Ellington postanowili zostać, to znaczy Laura chciała zostać, a Ell postanowił zostać razem z nią.
- Może powinniśmy już wracać? - zaproponował Ratliff, siedząc obok brunetki w już niemalże pustym korytarzu. Dziewczyna tylko sprzecznie pokręciła głową.
- Laura, słuchaj... Wiem, że chcesz być teraz przy Rikerze, ale nie możesz też cały czas tutaj siedzieć... Kiedy sie obudzi, na pewno się o tym dowiesz i będziesz mogła go wreszcie zobaczyć. - odparł.
- A co, jeśli obudzi się, kiedy mnie tutaj nie będzie? Chcę być przy tym... Zrozum, naprawdę...
- Rozumiem, ale... Sama mówiłaś, że wczorajszej nocy w ogóle nie mogłaś spać, zgadza się? Teraz musisz się przestać. To był ciężki dzień... To na pewno lepiej ci zrobi.
- Może i masz rację... Sama nie wiem... - powiedziała cicho i spuściła wzrok.
- Ellington ma rację. - rzekła Stromie, która podeszła do nich, Laura od razu na nią spojrzała. - Słuchaj, kiedy tylko Riker się obudzi zadzwonię do ciebie, zgoda? - powiedziała, jak zwykle miła pani Lynch. Laura niechętnie się zgodziła. - A teraz już wracaj... Musisz mieć siły na jutro. - dopowiedziała i uśmiechnęła się lekko. Dziewczyna wstała z miejsca, a zaraz potem to samo zrobił Ell. Pożegnali się tylko z państwem Lynch i razem opuścili szpital.
- A więc teraz wracamy na piechotę... - zamarudziła.
- Tak. Przedtem jechaliśmy z Rocky'm, a on już wrócił. - odpowiedział.
- Dobra.. Po prostu już chodźmy... - pokręciła głową i dosyć szybkim krokiem ruszyła przed siebie. Ratliff westchnął cicho i ruszył obok niej. Po ponad godzinie w końcu przyjaciele doszli do domu Knight'ów.
- Więc... Chcesz, żebym dzisiaj też został? - zapytał niepewnie.
- Nie... Sam też musisz odpocząć... U mnie na pewno tak się nie stanie, sam wiesz...
- Jasne... Rozumiem.
- Nie o to chodzi... Po prostu wczoraj przeze mnie co chwila się budziłeś, nie chcę, aby tym razem też tak było.
- No jasne, zrozumiałem. - kiwnął głową.
- Dobrze... Do jutra... - powiedziała i szybko weszła do domu. Brunet westchnął ciężko, wsunął dłonie do kieszeni spodni, po czym ruszył w stronę swojego domu. Kiedy tylko Laura weszła do domu "przywitał" ją jej starszy brat.
- I jak? - zapytał od razu.
- Co jak?
- Jak z Rikerem? Tak długo cię nie było, do tego nie odbierałaś telefonu.
- Dzwoniłeś do mnie? Wybacz, musiałam wyciszyć dźwięki...
- Tak zachowuje się osoba dorosła?
- Osoba dorosła nie jest kontrolowana przez starszego brata.
- Dobra, przepraszam... Co z Rikerem?
- Nic... Nie obudził się... Pewnie jeszcze bym tam została, ale Ell mnie przekonał... W każdym razie... Idę do siebie, jestem strasznie zmęczona.
- Nic dziwnego... Idź spać. - dodał, na co dziewczyna przytaknęła i poszła do swojego pokoju. Pierwsze, co zrobiła, to było sprawdzenie telefonu. James faktycznie dzwonił kilka razy. Później, przez przypadek weszła w zdjęcia, pierwsze, co jej się wyświetliło, to zdjęcie jej i Rikera... Zrobiła je będąc u niego, zobaczyła to zdjęcie i zrobiła mu zdjęcie... Uśmiechnęła się mimowolnie, ale zaraz potem do jej oczu napłynęły łzy.
Minęły dwa dni, Riker nadal się nie obudził, przez co Laura nie myślała o niczym innym, Ellington starał się, aby chociaż na chwilę o nim zapomniała, jednak ta za każdym razem tłumaczyła to czymś mówiąc, że obwinia się o to, co się stało, czy po prostu bardzo się o niego martwiła. Laura razem z Ellingtonem kolejny raz pojawili sie w szpitalu, stan Rikera był bez zmian. Przyjaciele po dłuższej chwili spędzonej u Rikera postanowili wrócić. W drodze powrotnej panowała cisza, którą postanowiła przerwać Laura. Dochodzili już do domu brunetki, więc wiedziała, że długo raczej z nim nie porozmawia, jednak chciała.
- To już trzeci dzień...
- Przepraszam... Co?
- Już trzeci dzień nic się nie zmienia u Rikera... Nie wiem, co robić...
- Laura... Nie możesz cały czas o tym myśleć... Przestajemy zwracać uwagę na kogokolwiek. - oznajmił poważnie zatrzymując sie, w tej chwili brunetka również stanęła i spojrzała na niego.
- Ellington, nie zaczynaj takiego tematu teraz...
- Posłuchaj, od jakiegoś czasu chcę ci coś powiedzieć...
- Proszę, Ellington... Nie teraz, teraz nie mogę przestać myśleć o wypadku Rikera.
- No właśnie. Przez to wszystko przestajesz zwracać na wszystkich uwagę, przestajesz zwracać uwagi na mnie... - powiedział cicho, zwłaszcza końcówkę i westchnął cicho.
- Chyba nie rozumiem...
- Nie, nie ważne... Chodźmy, już niedaleko. - powiedział szybko i odwrócił się, aby iść dalej, jednak dziewczyna złapała go za ręke, a on się zatrzymał. Brunetka stanęła przed nim.
- Ellington, o co chodzi...?
- Od kiedy Riker z tobą zerwał pomyślałem, że mam szansę, ale ty nawet teraz nie zwracasz na mnie najmniejszej uwagi. Nie widzisz, jak się staram, abyś przestała o tym wszystkim myśleć...
- Nie, to nie tak... Ja po prostu martwię się o Rikera i myślę tylko o...
- Tylko o nim? Tak, zauważyłem. Chodźmy.
- Nie, czekaj. Ellington, ja... Nie wiedziałam, że o to ci chodzi...
- A więc teraz już wiesz...
- A więc... To chciałeś mi powiedzieć?
- Nie... Chciałem powiedzieć, że... - przez chwilę się zawahał, ale w końcu spojrzał w jej oczy i kontynuował - że cię kocham... - szepnął, przez chwilę dziewczyna nic nie odpowiedziała, tylko wpatrywałam się w jego oczy.
- A ja kocham ciebie. - Szepnęła i uśmiechnęła się delikatnie, a następnie złożyła na jego ustach czuły pocałunek, który odwzajemnił.
~~~
Skończyłam :3 Mam nadzieję, że nie zanudziłam was już do końca? :D No tak, przez ten tydzień brakło mi weny, ale jakoś go napisałam :). Co sądzicie? Piszcie w komentarzach. Jeszcze mam dwa ogłoszenia:
- Ankieta, dotycząca z kim ma być Laura została otwarta, zatem głosujcie :3
- Jeśli ktoś czytał bloga mojej przyjaciółki Cat, to wiedzcie, iż zmieniła adres: http://but-im-just-an-illusion.blogspot.com :)
To na tyle, do... napisania? :D
Matko boska święta! Coś Ty mi z Rikerem zrobiła?! :O xD
OdpowiedzUsuńHaha, żartuję :3 Rozdział świetny, teraz, kiedy zakończyłaś na takim momencie, przez cały czas (dopóki nie dodasz kolejnego) nie będę mogła się skupić w szkole, bo będę o tym myślała xD No chyba, że dodasz jeszcze w weekend? ;3 W każdym razie, tak trzymaj (y)
~ Cat. <3
Świetny rozdział ;) Tylko nie zabijaj Rikera, błagam :P Nie moge sie doczekac aż dodasz kolejny ;)
OdpowiedzUsuńZawsze dodajesz rozdziały późnym wieczorem, hmm: >
OdpowiedzUsuńAle rozdział genialny!! Tylko biedny Rikuś :( Niech szybko się tam obudzi! <3 Laura i Ell, mrr :3 Czekam na kolejny :))
Super, boski, genialny, kocham twojego bloga, pisz szybko kolejny rozdział <3
OdpowiedzUsuńMatko, ale się dzieje O.O Co jest Rikerowi ? Ell i Laura będą razem pisz szybciutko bo doczekać sie nie mogę, chociaż nie powinnam wywierać takiej presji przepraszam, ale lubi czytać tego bloga :D
OdpowiedzUsuńJeju... boski ten rozdział! Jeden z lepszych, które napisałaś, serio... Ale oczywiście wszystkie są cudowne :3
OdpowiedzUsuńI ten koniec z Ell'em i Laurą ^^
Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału :)
Słoneczkoo! Jestem pod ogromnym wrażeniem. Teraz przeszłaś sama siebie. O ile poprzednie rozdziały były świetne - ten to rewelacja! Mam nadzieję, ze szybko dodasz kolejny..! : )) Może by się tu jakoś zacząć podpisywać? Oo tak, Twoja Hania <3
OdpowiedzUsuńJezus, biedny Riki... Ale rozdział genialny :3 Wiesz co... Czytałam Twojego bloga na bierząco (nie zawsze komentowałam....) i dochodzę do wniosku, że w sumie zawsze, kiedy mam gorszy humor zaczynam chytać tego bloga :) Jeśli się nie obrazisz, strzelę ci trochę dłuższy komentarz :D
OdpowiedzUsuńW tym komentarzu chcę podsumować wszystkie wpisy, które do tej pory dodałaś...: zacznę od tego, że masz świetny styl pisania, umiesz dobrze opisać daną sytuację, myślę, że inni powinni się tego od ciebie uczyć! Błędów praktycznie nie zauważam, a jeśli już jakieś są, to po pierwsze zdarzają się bardzo, bardzo rzadko a po drugie, zdarzają ci się w niebanalnych słowach. Ale jak już wspominałam, praktycznie w ogóle ich nie robisz. Lubie, jak podchodzisz do wszystkich spraw. Lubię zwrot, który dosyć często się pojawił - "delikatnym ruchem...". To jest naprawdę świetnie, to podkreślenie "delikatnym". Mrr, zawsze bardzo się cieszę, że Dodałaś nowy rozdział. Przyznam, że już nie jednokrotnie chciałam zacząć prowadzić własnego bloga, przez przeczytanie twoich rozdziałów <3 Jednym słowem (zdaniem xD): Twój blog jest najlepszy! Od części graficznej, do samego stylu pisania i pomysłów, które chyba nigdy ci się nie skończą i którymi zaskakujesz co rozdział. Tak trzymaj! <3
- Lily ;*