niedziela, 8 września 2013

Rozdział 24.


 - A tej co znowu odwala? - westchnął cicho Rocky. 
- Eee? O co ci chodzi? - zdziwił się Ell. 
- Nic, nie ważne... 
- Rocky, mów. 
- Nie sądzisz, że ona oststnio dziwnie się zachowuje?
- Oststnio?
- W sumie, to od kiedy chodzi z Rikerem. Nie sądzisz, że się zmieniła?
- Trochę... Jakby nie było, mieli z Rikerem trochę pod górkę... Może to przez ten wyjazd, jestem pewien, że kiedy tylko wrócimy wszystko wrócił do normy. Nie ma się czego obawiać. - oznajmił pewnie Ratliff. 
- Cóż, mam taką nadzieje. 
Chłopcy jeszcze przez jakiś czas rozmawiali na ten temat, jednak szybko go zmienili, kiedy dołączyli do nich Laura i Riker. Rocky i Ellington wyszli z wody i tym razem po prostu spędzili razem czas, bez wpychania się nawzajem do wody. Kiedy zaczęło sie ściemniać poszli w wybrane miejsce, gdzie odbyło się ognisko. Było wesoło, wszyscy świetnie się bawili, piekli pianki, śmiali się i śpiewali. Wszystko poszło dokładnie tak, jak sobie to zaplanowali. Ognisko potrwało przez kilka godzin, około 2 w nocy wrócili do domku. Układ był taki sam, jak poprzedniej nocy: Ratliff miał spać sam, w pokoju, Laura z Rikerem w pokoju obok, a Rocky w salonie. Tym razem obeszło się bez niespodzianek. 
Rano, a raczej przed południem Laura obudziła się jako pierwsza, wyszła z pokoju ostrożnie i cicho, aby nie obudzić Rikera. Chciała iść do kuchni, ale niestety kuchnia w pewnym stopniu była połączona z salonem, a tam spał Rocky, tak więc póki co, postanowiła sobie odpuścić, zajęła się sobą. Chłopcy obudzili się dopiero koło jedenastej. Dziś mieli wrócić do domu, nikt z nich nawet specjalnie się nie rozpakowywał, więc to poszło szybko. Koło południa wszyscy byli już gotowi na powrót. Z domu pierwszy wyszedł Rocky, później Ell, Laura i cała trójka czekała właściwie na Rikera. 
- Wy może idźcie już do samochodu, my zaraz was dogonimy. - oznajmiła Laura, chłopcy posłusznie i dosyć wolno ruszyli w tamtą stronę, a dziewczyna weszła do domu. Blondyn stał przed wyjściem i rozglądał się. 
- Czekamy na ciebie. - uśmiechnęła sie podchodząc do chłopaka. 
- Już... 
- Coś się stało? 
- Nie, tylko...
- Tylko?
- Sam nie wiem. To miejsce kiedyś wydawało się być naprawdę wspaniałe, teraz było... Inne... - westchnął cicho i spojrzał na dziewczynę. 
- Nie wiem, jak się zmieniło od tamtego czasu, ale dla mnie teraz było wspaniałe. - odpowiedziała nadal lekko uśmiechnięta. 
- Poważnie? Przecież stało się tutaj tyle rzeczy...
- Wiesz, co będziemy później mogli opowiadać? To naprawdę świetne, że tutaj przyjechaliśmy, dziekuje. - Szepnęła końcówkę i lekko pocałowała go w policzek i położyła dłoń na jego ramieniu. 
- Nie ma sprawy. Dobra, chyba powinniśmy już iść? Chłopcy na nas czekają?
- Nie, powiedziałam, żeby poszli do samochodu. 
- I oni tak po prostu posłuchali? 
- Tak, to dziwne, ale tak. - Zaśmiała się cicho i przegryzła dolną wargę. - Mam prośbę... - zaczęła nieco niepewnie. 
- O co chodzi? - spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem, który namalował się na jego twarzy. 
- Obiecaj mi, że bez względu na to, co stanie się po przyjeździe... To, co stanie się z nami... Bez względu na wszystko jednak nie zapomnisz tego, co sie tutaj stało... 
- Obiecuję. - szepnął bez chwili wahania i przytulił ją, ona zrobiła to samo. 
- Teraz możemy wracać. - uśmiechnęła się. 
- Tak, chodźmy... Niczego nie zapomniałaś? 
- Niczego. - odpowiedziała szybko i razem wyszli z domu. Riker zamknął drzwi, jeszcze oststni raz spojrzeli na dom i ruszyli w stronę samochodu blondyna. W drodze powrotnej panowała wesoła atmosfera, zwłaszcza z tyłu, gdzie zgodzili się usiąść Rocky i Ellington. Po kilku godzinach dotarli na miejsce, najpierw odwieźli Ratliff'a, a później Laura pojechała razem z Lynch'ami do nich, ponieważ bardzo chciała zobaczyć się z Rydel. 
- Dobra... Wiem, że nie wyszło tak, jak chcieliśmy, ale przynajmniej nie wspominajmy o tym, co się tam stało. Wiecie... Ten cały obraz i w ogóle, zgoda? - zapytał Riker przed wyjściem. Laura i Rocky przytakneli Mu. Do domu pierwszy wręcz wbiegł Rocky, trochę niepewnie później Laura i na końcu Riker. Braci i Laurę przywitali weseli Rydel, Ryland, Ross oraz Stromie. 
Pierwsze, co zrobiła Rydel, to przytulenie braci, a później Laury, to samo zrobiła Stromie i opuściła dzieci.
- To jak tam? Opowiadajcie! - zaczęła wesoło Delly.  
- A więc po pierwsze, mamy nową parę. - powiedział od niechcenia Rocky, a później szybko pobiegł do swojego pokoju sprawdzić telefon, którego nie miał w rękach od czterech dni. 
- Laura jesteś z Ratli... - zaczęła zdziwiona blondynka, jednak brunetka jej przerwała. 
- Rikerem. - uśmiechnęła się i wtedy Riker ją obiął jedną ręką. 
- Rikerem? No cóż... To świetnie. - Zaśmiała się. 
- Tylko tyle powiecie? - Wtrącił się Ryland. 
- Właśnie, jakiejś szczegóły? Nic was tam nie straszyło? - zapytał unosząc dwukrotnie brwi, Ross. W tej chwili Rydel lekko szturchnęła go w ramię. 
- Co? - zdziwił sie Riker. 
- Nie, nic. - odpowiedziała szybko Ryd. 
- Czekaj, czekaj... - zamyśliła się na chwile Laura i spojrzała na Rikera.  - Czy wy...
- Wygadałeś się kołku! - krzyknął RyRy. 
- Ło, ło, ło... Co to ma znaczyć?- zapytał zdziwiony najstarszy blondyn. 
- Dobra... Macie nas. - odparła Rydel i uśmiechnęła sie lekko. 
- Chyba do mnie nie dotarło... Co?! - odparła zdziwiona brunetka. 
- No to my was straszyliśmy. - Zaśmiał się Ross, a po chwili do nich dołączył Rocky. 
- Jak to możliwe, że po czterech dniach nieobecności tylko dwie wiadomości i jedno nieodeb... Co się tutaj stało? - zdziwił się widząc zdzwionych Laurę i Rikera i rozbawionego Rossa. 
- No braciszku, już wiemy, skąd wziął się nasz nawiedzony obraz. - odparł najstarszy. 
- Co ? Oni? Serio? - zdziwił się. 
- Tak... Kiedy dowiedzieliśmy się, że Rydel nie jedzie nie chcieliśmy, żebyście dobrze bawili się bez niej... - zaczął Ryland. 
- No i wyszło na to, że nasz tata wpada na naprawdę dobre pomysły. - dokończył zadowolony Ross. 
- Wasz tata? - odezwała się Laura. 
- Taak. - Zaśmiał się najmłodszy blondyn. - Przyznajcie, że nieźle się przestraszyliście. 
- Co? To wy?! - odparł najstarszy. 
- Tak, tak my. - przytaknęła Ryd. - Na początku byłam temu przeciwna, ale kiedy zaczeli zdziałać, nie miałam nic do gadania. 
- Czyli to, co stało sie Laurze wtedy w salonie, to... - zaczął nadal zdziwiony Riker. 
- Co? Co sie stało Laurze, coo? - zdziwiła się Delly. 
- To nie wy? - zapytała Laura. 
- Nie, a co ci sie stało..? - kontynuowała pytania blondynka. 
- To ja... - powiedział cicho Ross. 
- Jak to..? - pokręciła głową, brunetka. 
- Ale to nic... Byłem pewien, że mnie zobaczyłaś... Ale chyba po prostu się przestraszyłaś i tyle. - odpowiedział spokojnie blondyn. 
- I tyle? - lekko oburzył sie Riker. 
- I tyle? - powtórzyła Laura, a do jej oczu napłyneły łzy. Przypomniało jej się, co przez to zrobiła, w końcu to wszystko pociągnęło za sobą między innymi to, że Riker się pociął... - Chyba naprawdę nie wiesz, co się przez to stało... 
- Ross, czyli to twoja wina? - zapytał Riker i spojrzał na Laurę. 
- Tak... No, ale ludzie... Przecież nic strasznego się przez to nie stało..
- Nic strasznego?! Ross, jesteś kompletnym... - wydukała ledwo z siebie brunetka, zakryła usta dłonią i szybko wyszła z domu, a wtedy łzy zaczęły spływać po jej policzkach. Riker spojrzał na brata wyraźnie zły. 
- Słuchaj, młody. Nie wiem, co ci z tym odwaliło, ale nawet nie wiesz, co sie przez to stało. - powiedział szybko i wyszedł zaraz za Laurą. Rocky przysłuchiwał się całej rozmowie, a kiedy para wyszła wszystkie spojrzenia zwróciły się w stronę bruneta. 
- Rocky! Co tam się stało?! - zapytała przejęta Rydel. 
- Nawet nie wiecie, ile tam się działo, ale... Raczej nie powinienem wam o tym mówić. - odpowiedział spokojnie brunet. 
- Ale co takiego stało sie, że Laura tak zareagowała?!
- Rydel... Sądzę, że o to możesz zapytać tylko Laurę lub Rikera. 
- Nie rozumiem...
- Ja też nie. Wiem, co się tam stało, ale sam tego nie rozumiem. - wzruszył ramionami i jakby nigdy nic, wrócił do pokoju. 
- Dobra... Kto uważa, że nieco to zawaliliśmy? - odparł po chwili wahania blondyn. 
- Zdecydowanie. Ciekawe, dlaczego nie chce nam powiedzieć... - zastanowił się najmłodszy. 
- Dajmy spokój, jeśli będą chcieli, to na pewno nam powiedzą. - rzekła Rydel. 
- W sumie możesz mieć rację... Ale Ross, wydaje mi sie, że musisz ich przeprosić. 
- Ryland ma rację, Ross, powinieneś przeprosić. 
- Jak my wszyscy! Przecież byliśmy tam, mogliśmy podwieźć Rydel i zostawić ich w spokoju! - odezwał się nieco zdenerwowany blondyn i szybko poszedł do swojego pokoju. 
~ u Rikera i Laury, kilka minut wcześniej ~
Blondyn wyszedł za nią, a następnie do niej podbiegł. 
- Laura! - krzyknął, a dziewczyna się zatrzymała i odwróciła do niego. - Hej, co się stało? - zapytał przejęty i lekko otarł jej łzy. 
- Bo przecież zastanawialiśmy sie, co mi się stało... Przez  twojego brata stało się tyle rzeczy... Nie pamiętasz? Krew na twoim rękawie, mój sen, przez który się ciebie bałam... Oh, to po prostu koszmar...
- Hej... Nie myśl o tym, teraz jestem tutaj, jesteśmy razem i wszystko jest już w porządku. - powiedział cichym tonem i przytulił ją.
- Jak mam o tym nie myśleć? Tego jest za dużo.. Ehh... Nie ważne... Odwieziesz mnie? - próbowała się uspokoić i zmieniła temat. 
- Jasne i.. Wiem, że jest teo naprawdę dużo, ale nie możesz się teraz tym martwić, dopiero co wróciliśmy, wróćmy do tego tematu jutro, dobrze?
- Tak... Dobrze... Ale teraz chodź, nie chcę widzieć Rossa. 
- Rozumiem. - kiwnął głową. Razem od razu poszli do samochodu Rikera, w ciszy podjechali pod dom Laury. 
- Mam prośbę... - powiedziała niepewnie. 
- O co chodzi? - spojrzał na nią. 
- Po tym wszystkim... Nie chce być sama, młgłbyś dziś zostać?
- Jasne, zostanę. - odpowiedział szybko i uśmiechnął sie lekko. 
 - Dziękuje. - Szepnęła i pocałowała go lekko w usta i wyszła z samochodu, blondyn zrobił to samo, podszedł do bagażnika i wyciągnął z  Niego jej walizkę. Dziewczyna stanęła przed drzwiami, coś pokusiło ją, żeby je otworzyć, mimo, że wiedziała, że będą zamknięte. Zorbiła to i ku jej zdziwieniu drzwi były otwarte. Odwróciła się do Rikera, który właśnie do niej doszedł. 
- Nie wchodzisz?
 - Drzwi... były otwarte.- powiedziała lekko zdziwiona. 
- Twoja matka, może ona tu jest? 
- Nie... Ona miała wyjechać na całkiem długo, wyjechała w sobotę, a raczej wątpię, aby zostawiła otwarte drzwi... 
- To czekaj tu... - powiedział cicho i wszedł do domu. Uważnie się rozglądał, aż w końcu z salonu wyszła znajoma mu brunetka.
- Julie? - zapytał zdziwiony widząc ją tutaj. 
- Riker? - dziewczyna wyglądała na wyraźnie zdziwioną. 
- Julie?! - zdziwiła się również Laura, słysząc słowa blondyna i weszła do domu. - Julie, co ty tutaj robisz? 
- To wy... Co tutaj robicie, James mówił, że...
- James tu jest? - zapytała od razu, nie dając przyjaciółce dokończyć. 
- Tak i mówił, że będziecie wieczorem. Siedzi w salonie.   - dopowiedziała Julie, a Laura od razu pobiegła do salonu. 
- James!? - ucieszyła się na widok brata, który z uśmiechem na ustach podszedł do niej i przytulił. - Tak bardzo mi ciebie brakowało... - Szepnęła. W tym samym czasie do pomieszczenia weszła Julie, a za nią wolno Riker. 
- Mnie też cię brakowało, księżniczko. - odpowiedział uśmiechnięty brunet. - O, a to kto? - zapytał widząc blondyna w drzwiach. Tak, chłopcy jeszcze się nie znali. 
- Oo, James, to jest Riker, Riker, to James. - uśmiechnęła się i razem z bratem podeszła do Rikera. 
- James, brat Laury. - powiedział pewnie brunet z delikatnym uśmiechem na twarzy, wycignął w stronę Lynch'a swoją prawą dłoń, w geście przywitania. Chłopak lekko uścinął jego dłoń i wymusił niewielki uśmiech. 
- Riker Lynch, chłopak Laury. - powiedział dosyć cicho przyglądając się brunetowi. 
- Chłopak? O, Laura nic mi o tym nie wspominała. 
- Jesteśmy razem od niedawna, wygląda na to, że jeszcze nie miała okazji. 
- Tak, najwyraźniej. - mruknął brunet i spojrzał na siostrę. 
- Emm... Nie uprzedzałeś, że przyjedziesz. - wtrąciła sie Laura. 
- Przyjechałem w piątek, gdzie byłaś od tamtego czasu? - rzekł Knight i ponownie spojrzał na Rikera. 
- Byłam na jeziorem, z przyjaciółmi i...
- I z nim? - przerwał jej James. 
- Tak, z przyjaciółmi i Rikerem. - dodała cicho. 
- Byliście tam razem? Ale chyba spaliście osobno? - wypytywał James. 
- Tak sie składa, że razem. - odpowiedział ironicznie blondyn. 
- Razem? Ooo, mam tylko nadzieję, że do niczego nie doszło? - zapytał unosząc pytająco brew. 
- Hej, nie zachowuj się, jak mój ojciec. - powiedziała szybko. 
- Po prostu się o ciebie martwię. 
- Jestem już dorosła, nie potrzebnie. 
- Na pewno? 
- Na pewno! Ma już osiemnaście lat, daj spokój, nie jesteś jej ojcem. - Wtrącił się blondyn. 
- Riker ma rację... W każdym razie cieszę się, że się poznaliście. - uśmiechnęła się lekko wyczuwając, że chłopcy najwyraźniej się nie polubili. 
- Taa, szalenie mi miło. - powiedział ironicznie Lynch. 
- Mnie już nie koniecznie. - dodał obojętnie James. 
- Super... - mruknęła pod nosem. 
- W każdym razie, dziekuje za opiekę nad moją młodszą siostrą, ale już nie jest potrzebna. Sam umiem sie nią zająć. - odparł pewnie Knight. 
- Taa... To ja już pójdę... - powiedziała szybko Julie i nie czekając na niczyją reakcję po prostu wyszła. Riker spojrzał na Jamesa, a następnie na Laurę. 
- Masz rację, ja też juz pójdę. - powiedział szybko, chciał się wycofać, ale Laura złapała go za rękę, zatrzymując w ten sposób. 
- Nie przejmuj się Jamesem - powiedziała cicho, aby brat nie usłyszał. 
- Nie będziesz już sama. Zresztą wygląda na to, że się nie dogadamy... - powiedział równie cicho. 
- Ale nie zostaniesz z nim, tylko ze mną. Proszę... Obiecałeś. - uśmiechnęła się lekko. 
- Dla ciebie, skarbie. - szepnął i pocałował ją lekko. Ona tylko uśmiechnęła się szeroko i odwróciła do brata. 
- Riker dzisiaj u mnie zostanie...  Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza. - powiedziała pewnie patrząc na bruneta. 
- Do jutra? Żartujesz sobie? - Zaśmiał sie ironicznie. 
- Nie, nie żartuje. James... Możesz myśleć, co chcesz, ale ja naprawdę go kocham. Nie masz tu nic do gadania. - odparła unosząc brwi i wycofała się, a następnie wyszła na schody, jednak James zatrzymał Rikera. Blondyn spojrzał na Knight'a jakby łaskawie i posłał mu pytające spojrzenie. 
- Naprawdę nie radzę ci, abyś kiedykolwiek ją skrzywdził, jeśli zrobisz to mojej siostrze, to uwierz, że ja tego tak nie zostawię. - powiedział poważnie James. 
- Cóż, mógłbym powiedzieć to samo. - odpowiedział od razu, pewnie Lynch. James chciał mu na to coś odpowiedzieć, ale w drzwiach pojawiła sie Laura. 
- Riker, idziesz? - zapytała i uśmiechnęła się lekko. 
- Tak, już idę. - uśmiechnał się. Spojrzał jeszcze na bruneta unosząc brwi. Bez słowa podszedł do brunetki, ta złapała do za rękę i razem poszli na górę. James westchnął ciężko i wrócił do salonu. 


~~~


Mamy... Krótki wiem, ale pisany na spontana xD Chciałam go dodać jeszcze dziś, przed masakrycznym poniedziałkiem  :/ Może jakoś specjalnie mi nie wyszedł, ale starałam się, aby miał on jakiś sens... Życzę wszystkim, aby ten tydzień szybko minął! :D 
Jak pewnie zauważyliście, zmieniłam wygląd bloga, podoba wam się? Nagłówek wykonała Eveline Dee (facebook: https://www.facebook.com/pages/Nagłówki-i-amatorskie-szablony-Eveline-Dee/209390462555258?ref=ts&fref=ts ) dziękuje bardzo! 

Kolejny rozdział postaram się dodać jak najszybciej! ;*

7 komentarzy:

  1. James nie polubił się z Rikerem? :> Fajnie xD. Nowy wygląd bloga może świadczyć o tym, ze Laura jednak będzie z Ellem? Pamiętaj, że jestem team Ellington! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział ;) Dobrze że jednak ten domek nie spłonął :P Fajnie zakończyłaś ten cały horror z tym wyjazdem. Oby kolejne przygody (większe, mniejsze) były równie ciekawe jak ta nad jeziorem XD Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny :)Nowy wygląd bloga jest świetny ; >
    Czekam na nextaa ;33

    OdpowiedzUsuń
  4. Świeny rozdział, a wygląd bloga- piękny! Nie mogę doczeać się następnego ;3

    OdpowiedzUsuń
  5. Najlepszy blog ;3 Czekam na następny rozdział :))) ♥.♥ ♥.♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziewczyno! Jesteś genialna! Przeczytałam twojego bloga od początku i już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Z rozdziału na rozdział staje się bardziej ciekawie... Pisz szybciutko kolejny! <3 : ))

    OdpowiedzUsuń